Córeczki odcinek 5

Odcinek 1Odcinek 2Odcinek 3Odcinek 4Odcinek 5

SCENA I

(Salon. Agnieszka i Paweł.)

Agnieszka

I w dodatku ten podręcznik jest za drogi.

Paweł

Moglibyśmy ewentualnie sami coś opracować.

Agnieszka

Ale czy nasz informatyk poszedłby na to?

Paweł

Chyba tak, w każdym razie podręczniki w księgarniach są za drogie.
(Wychodzi.)

Agnieszka

Gdyby to wyszło, bylibyśmy szczęśliwi.
(Paweł nakłada buty, Agnieszka przygląda mu się.)

Paweł

(Czeka.)
No, to do zobaczenia.
(Waha się, ma wyjść, ale stoi.)

Agnieszka

Może wieczorem jeszcze wpadniesz?
(Czeka.)

Paweł

No.
(Patrzą się na siebie.)

Agnieszka

(Zamyślona.)
Wiesz, chodzimy ze sobą już dwa lata…

Paweł

No właśnie.
(Zakłopotany.)

Agnieszka

Co chciałeś przez to powiedzieć?

Paweł

Ja?

Agnieszka

Tak, wydawało mi się, że chcesz coś powiedzieć?

Paweł

(Niezdarnie.)
To raczej ty coś chciałaś zacząć.
(Cisza.)
Powiedziałaś, że chodzimy już ze sobą dwa lata.

Agnieszka

Właśnie.

Paweł

Słucham?

Agnieszka

(Podchodzi do niego, zamyka oczy i całuje go w usta.)

Paweł

(Oniemiały.)
Coś mówiłaś?

Agnieszka

Już nic, do zobaczenia.

Paweł

(Idzie do drzwi.)
Do widzenia.

Agnieszka

Paweł!(Z radością./

Paweł

(Odwraca się.)
Słucham?

Agnieszka

(Zawstydzona.)
Podobało ci się?

Paweł

Co?

Agnieszka

No, wiesz, nasz pierwszy pocałunek.

Paweł

A, oczywiście, już dawno chciałem cię zapytać, czy nie moglibyśmy się całować?

Agnieszka

(Odważnie.)
Od dzisiaj tak będzie zawsze, jeżeli tego chcesz?

Paweł

(Zakłopotany.)
Bardzo.
(Podchodzi do Agnieszki, która zamyka oczy i po chwili wahania całuje ją w czoło i wychodzi.)

SCENA II

(Salon.)

Agnieszka

(Wpatrzona przed siebie, wchodzi Kaśka i Pawlicka z torbami i zakupami.)

Kaśka

(Zmęczona opada na fotel.)
Wielbłąd numer jeden zgłasza się do bazy.

Pawlicka

(Niesie torby do kuchni.)
Wielbłąd numer dwa cwałem podąża do kuchni.
(Wychodzi.)

Kaśka

(Sama z Agnieszką.)
Uff, moje ręce, czuję, jak życie z nich wychodzi. Przydałby się jakiś masażysta, może być skin z wyglansowaną czaszką.
(Spogląda na Agnieszkę.)
A co ty tu robisz Harpagonie?
Gdzie twoje książki?

Agnieszka

(Milczy.)

Kaśka

(Podchodzi do kanapy i nachyla się nad Agnieszką, kiwa dłonią przed oczyma Agnieszki, badając jej wzroki bez reakcji.)
Ta dziewczyna ma zbyt szczęśliwe oczy, więc chyba nic tragicznego jej nie dolega?
(Do Agnieszki.)
Ej, żyjesz ?

Agnieszka

(Rozmarzona.)
Nareszcie…

Kaśka

Chyba postawiłam złą diagnozę. Aga, co oznacza twoje nareszcie?

Agnieszka

Umieram…

Kaśka

Boże, ciociu, Agnieszka, co ci jest?
(Siada przy niej i bierze ją za rękę.)
(Wchodzi matka z nożem kuchennym w ręku.)

Pawlicka

Słucham aniołku?

Kaśka

Ciociu, obawiam się, że mamy problem, Agnieszka umiera!

Pawlicka

Jak to, przecież jutro ma swój ulubiony sprawdzian z matmy?

Kaśka

Chyba coś poważnego, ale jak do niej dotrzeć?
(Głaska ją po włosach.)

Pawlicka

Już raz ją widziałam w takim stanie, po pierwszej wizycie Pawła.
Kask
Czyżby ten chodzący mikroprocesor był tu dzisiaj?

Pawlicka

Sadząc po plamach opadowych na jej szyi, siedzi w tej pozie od dwudziestu minut.

Kaśka

(Podnosi jej głowę.)
Agnicha!

Pawlicka

(Przykłada jej nóż do czoła.)

Kaśka

Ciociu, przykładanie noża jest dobre na guzy.

Pawlicka

Nawet nóż jej nie pomoże. Agnieszka, przestań w końcu gapić się w żyrandol!

Kaśka

Może przypomina jej Pawła?

Agnieszka

Nareszcie…

Kaśka

Co nareszcie?

Pawlicka

Musimy odczekać ze dwa dni nim dojdzie do siebie.

Kaśka

Zastosuję jej metodę wypróbowaną na moich rastamanach.

Pawlicka

Rastamanach, nie skinach?

Kaśka

Ze skinami nie ma problemu. Oni w tańcu nie zbliżają się za blisko, natomiast rastamani kleją się do mnie.

Pawlicka

I co wtedy robisz?

Kaśka

Gryzę w ucho!
(Nachyla się i gryzie Agnieszkę w ucho.)

Agnieszka

Jezus, Maria, co się stało?!

Kaśka

No, wreszcie się ocknęła!

Pawlicka

Agnisiu, co ci się stało?

Agnieszka

(Znowu opada w tył.)
Jestem kobietą.

Pawlicka

Jezus, Maria…

Kaśka

Też mi wymyśliła.

Pawlicka

(Stoi z nożem.)
Wytłumacz się natychmiast!

Agnieszka

Mamo, pocałowałam go.

Kaśka

Wielkie mecyje…

Pawlicka

No i co, no i co?

Agnieszka

Nic więcej, a myślałam, że coś ze mną nie tak.

Pawlicka

Ależ córeczko, musisz wiedzieć…

Kaśka

Ciociu, niech ciocia pozwoli, że ja jej wszystko wytłumaczę.
(Wstaje i zaprowadza Pawlicką do kuchni.)

Pawlicka

(Wygląda z kuchni.)
Tylko bądź delikatna!

Kaśka

(Same z Agnieszką.)
Słuchaj, całowanie się z chłopakiem
(Chwilę się zastanawia.)
nie przystoi dobrze wychowanej panience.

Agnieszka

Ależ to takie przyjemne…

Kaśka

Nie musisz mi tego mówić.

SCENA III

(Te same plus Beata.)

Beata

(Wchodzi.)
I jak tam, dziewczyny, są jakieś sensacje na obiad?

Kaśka

Lepiej nie pytaj.

Beata

(Siada.)
Myślałam, że ten nalot dywanowy na moje biuro nigdy się nie skończy!

Kaśka

My też miałyśmy tu nalot, ale nie dywanowy, raczej kanapowy.

Beata

dziadek był?

Agnieszka

(Wstaje.)
Idę do siebie, muszę jeszcze coś przygotować.

Kaśka

(Do Agnieszki.)
Tylko zapisz w pamiętniku, że popieramy feministyczny ruch kobiet w Północnej Korei.

Agnieszka

(Wychodzi.)
Tak, tak.
(Cisza.)

Beata

(Zdumiona.)
Feministyczny ruch kobiet w Korei?

Kaśka

Widziałaś ją? Ona jest wciąż nieprzytomna.

Beata

A co tu się właściwie stało, dziadek coś nabroił?

Kaśka

Paweł ją pocałował.

Beata

(Odruchowo zakrywa usta.)
Ale nie muszą się żenić?

Kaśka

Ja nie wiem, ale wy chyba powariowaliście! Chodźmy na górę, porozmawiamy tam w cztery oczy.

Beata

Albo w sześć oczu.

Kaśka

Nie będziemy się dziś pastwić nad Agnieszką.

Beata

Ale jak ci powiem, co u mnie się stało, to padniesz!
(Idą.)

Kaśka

Całowałaś się z Kamilem Bednarkiem?

Beata

Nie.

Kaśka

To nie padnę.

SCENA IV

(Salon, Pawliccy.)

Pawlicki

(Całuje ją w rękę.)
Obiad był wspaniały, dziękuję.

Pawlicka

(Pawlicka trzyma szklankę z herbatą.)
Zauważyłeś?

Pawlicki

(Siada obok niej, wygodnie się rozpiera.)
W takich chwilach nie jestem w stanie mówić o niczym, jedynie o miłości

Pawlicka

Do kotleta schabowego?
Powinieneś się zdecydować, kim właściwie jesteś: Soplicą czy Wokulskim?

Pawlicki

W miłości Soplicą, w pracy – Wokulskim!

Pawlicka

W domu głodomór, w pracy służbista.

Pawlicki

Oj, nie przesadzajmy z tym utyskiwaniem, cały świat na coś narzeka, czy my musimy być tacy sami ?

Pawlicka

Właśnie?
(Popija herbatę.)

Pawlicki

(Pokornie.)
Czy to oznacza, że nie mogę liczyć na mały fragment twego smacznego piernika z owocami?

Pawlicka

(Udobruchany.)
No, nie wiem, czy twój podwójny żołądek będzie w stanie to wszystko pomieścić?

Pawlicki

Zapewniam, że moje soki trawienne już się dobrały do wrzuconych w czeluście żołądkowe materii.

Pawlicka

Ty rzeczywiście kochałeś się w nauczycielce od biologii. Jak mówi stare przysłowie: „Do serca mężczyzny najlepsza droga przez żołądek”.

Pawlicka

A do serca kobiety?

Pawlicki

(Zastanawia się naiwnie.)
Przez jubilera!

Pawlicka

I tu cię mam! Wiedziałam, że kiedyś mi wypomnisz tę zgubioną obrączkę ślubną. Pawlicki
(Wstaje.)
Ależ kochanie, w ogóle o tym nie pomyślałem, zaręczam ci.

Pawlicka

Wierzę, wierzę, tylko już usiądź i przestań się indorzyć!

Pawlicki

Indorzyć? Wydaje mi się, że dawniej używałaś innego określenia, bardziej subtelnego?

Pawlicka

Wyleciało mi z głowy.

Pawlicki

(Wchodzą z kuchni Beata i Kaśka.)

SCENA V

Beata

(Patrzy na Pawlickiego.)
A co tatulo taki naindorzony?
(Podchodzi i całuje go w policzek.)
Oj tatulu, mama miała dzisiaj tyle pracy.

Pawlicki

A ja to oczywiście opalałem się na plaży cały dzień?!

Kaśka

Wujaszek nawet jest brązowy.
(Odchodzą obie w stronę schodów.)

Beata

(Stanowczo i z szacunkiem.)
W każdym razie na naszym statku jesteś kapitanem, z tobą nam żyć, z tobą i umierać!

Kaśka

(Na schodach.)
Niech żyje kapitan Pawlicki!

SCENA VI

Pawlicki

(Stoi z opuszczonymi ramionami.)
Czy ty słyszałaś te owacje?

Pawlicka

Niestety.

Pawlicki

I co powiesz na temat wychowania tych młodych kobiet?
(Siada w fotelu.)

Pawlicka

Spryciary z nich, potrafią jednym zdaniem cię usadzić. Mi się rzadko udaje ta sztuka.

Pawlicki

(Po chwili.)
Co za czasy, człowiek nie może się poindorzyć we własnym domu!

SCENA VII

(Pokój dziewczyn, Agnieszka leży z otwartymi oczami.)

Beata

(Do Kaśki.)
I popatrz na nią, ona w ogóle nic nie jadła.

Kaśka

Masz na myśli tablice matematyczne czy Mendelejewa?

Agnieszka

Och, dziewczyny, a ja jestem szczęśliwa…

Kaśka

(Do Beaty.)
Chyba jednak coś jadła.

Beata

Agnieszka, opowiedz, jak było?
(Mruga do Kaśki.)

Agnieszka

Trudno to sprecyzować ludzkim językiem.

Kaśka

To może wzorami matematycznymi?

Beata

Nie dokuczaj jej, bo gotowa przełożyć swoje wrażenia na język komputerowych zer i jedynek.

Kaśka

Niech mówi, ja jestem kompatybilna.
(Siada przy lustrze, poprawia włosy.)

Agnieszka

Próbowałam to porównać do innych wrażeń w moim życiu, ale bez pozytywnych rezultatów.

Beata

Może do zdawania matury?

Agnieszka

A jakie to uczucie?

Beata

(Kładzie się na drugim łóżku.)
No, wiesz, czekasz na to latami, przygotowujesz się i układasz różne warianty, różne scenariusze.
(Cisza.)
A właściwie to są tylko dwa, zdasz lub nie.
I czekasz, i boisz się, napięcie z każdym dniem rośnie…
(Cisza.)

Agnieszka

I co, co dalej?
(Zamyka oczy.)

Beata

Nie wiesz, jak masz mu powiedzieć, że go kochasz?
(Kaśka odwraca się, patrzy na Beatę i otwiera usta.)

Agnieszka

I co, i co?

Beata

Wreszcie nadchodzi ten czas i to miejsce. Los sam dyktuje warunki i pcha cię w jego ramiona.

Kaśka

(Zaskoczona.)
Straszne!

Agnieszka

Właśnie, właśnie!

Beata

I czujesz jego usta, które tak pokochałaś…

Agnieszka

(Otwiera oczy.)
Gdzie?

Beata

Na swoich ustach rzecz jasna.

Agnieszka

(Siada.)
Już wiem, to jest jak odkrycie teorii względności!
Beata i Kaśka
(Zdumione patrzą na siebie, po chwili wybuchają śmiechem.)

SCENA VIII

(Salon. Pawliccy.)

Pawlicka

(Poprawia sprawdziany.)
A pamiętasz nasz pierwszy pocałunek?

Pawlicki

(Czyta dokumenty.)
Trwał chyba pięć minut.

Pawlicka

To było bardzo romantyczne.

Pawlicki

Dwie godziny przed randką szczotkowałem zęby.

Pawlicka

Jak to, więc ty to wszystko zaplanowałeś?
(Odkłada prace.)

Pawlicki

Ktoś z nas musiał trzymać rękę na pulsie.

Pawlicka

I oczywiście to ty byłeś tą osobą?

Pawlicki

Powiedziałem sobie wtedy: „Dzisiaj albo nigdy”.

Pawlicka

To brzmi jak ultimatum?
A jeśli nic by z tego nie wyszło?

Pawlicki

(Ostentacyjnie.)
Miałem na oku inny port, do którego mógł zawinąć mój statek.

Pawlicka

Raczej kuter rybacki. Całkiem zapomniałeś o moich adoratorach.

Pawlicki

(Dumny.)
To była żadna konkurencja dla mnie.

Pawlicka

(Wstaje.)
O, i popatrzcie, co z tego

Pawlicki

ego wyrosło? Już zapomniałeś o nocach przespanych w krzakach pod moim oknem?

Pawlicki

(Poważnie.)
Pierwszy raz w życiu wzięto mnie aa złodzieja.

Pawlicka

Gdyby nie dziadek, trzymaliby cię na komisariacie albo wsadzili za włóczęgostwo lub podglądanie porządnych obywateli. Idę do kuchni.
(Wychodzi.)

SCENA IX

(Salon. Wchodzi Agnieszka.)

Agnieszka

(Siada na kanapie obok ojca.)

Pawlicki

Co słychać u najmłodszej kobiety, którą kocham?

Agnieszka

Jest szczęśliwa…

Pawlicki

Czyżbyś odkryła nową teorię względności lub prawo fizyki?

Agnieszka

Chyba już wiesz o wszystkim?
(Patrzy na ojca.)

Pawlicki

(Kiwa głową.)
Nie przejmuj się, dla mnie to też było wielkie przeżycie.

Agnieszka

Opowiedz o waszym pierwszym pocałunku.

Pawlicki

(Dumny.)
Mama to bardzo przeżyła.

Agnieszka

A ty, tatulu? Powiedz, że byłeś szczęśliwy?

Pawlicki

(Za szybko.)
Oczywiście. To znaczy pierwszy pocałunek z twoją mamą pamiętam jak dziś. Szczotkowałem zęby przed randką.

Agnieszka

Długo czekałeś na tę chwilę ?

Pawlicki

Tak. Zresztą wtedy randki wyglądały inaczej. Żeby chodzić z twoją mamą, musiałem najpierw przedstawić się jej rodzicom.

Agnieszka

Spodobałeś się im?

Pawlicki

(Kiwa głową niepewnie.)
Chyba tak. W każdym razie pozwolono mi wziąć ją na zabawę. I wtedy to się stało.

Agnieszka

Pocałowałeś ją na zabawie, przy ludziach?

Pawlicki

Oczywiście, że nie, wtedy panowały inne obyczaje. Dzisiaj wszyscy całują się gdziekolwiek się znajdą. Za naszych randek całowanie się oznaczało, że chłopak ma poważne zamiary dziewczyny.

Agnieszka

Wiesz, bardzo mi się podobają te zasady.
(Opiera się o ramię ojca.)

Pawlicki

(Obejmuje ją ramieniem.)
Rozumiem, traktujesz swojego Pawła bardzo poważnie?

Agnieszka

Tak.

Pawlicki

(Całuje ją w głowę.)
Nie martw się kochanie, wielka miłość jest warta wielkiej przyszłości,

SCENA X

(Wchodzi dziadek.)

Dziadek

(Spogląda na siedzących.)
A co to, jakiś kryzys międzynarodowy?

Pawlicki

(Wstaje.)
Dobry wieczór tato, siadaj.
(Podają sobie dłonie na powitanie.)

Pawlicka

(Wchodzi z tacą i ciastem.)
O, tato, cieszę się, że do nas zajrzałeś.
(Do Męża.)
Zawołaj dziewczyny na podwieczorek.

Pawlicki

(Idzie do góry.)

Dziadek

(Do kobiet.)
Wyobraźcie sobie, kogo spotkałem po drodze?

Agnieszka

Burmistrza?

Dziadek

Ciepło, ciepło.
(Przekomarza się.)

Pawlicka

Proboszcza?

Dziadek

Ciepło, ciepło.

Agnieszka

Posła na sejm ?

Dziadek

Ciepło, ciepło.

SCENA XI

(Wchodzą pozostali.)

Beata i Kaśka

Dobry wieczór!

Dziadek

Wieczór.
No więc?

Pawlicka

Słuchajcie, dziadek pytał, czy domyślamy się, kogo spotkał, idąc do nas?

Kaśka

Był już święty Mikołaj?

Dziadek

Patrzcie, jaka ona bystra?

Pawlicki

Kogo spotkałeś?

Dziadek

Lepiej ty mi powiedz, co tu się właściwie stało?

Pawlicka

A co tu się mogło stać?

Beata

Agnieszka odkryła nowy pierwiastek chemiczny.

Dziadek

Tak na siedząco, w domu?

Pawlicka

No, powiedz już.

Dziadek

Ale najpierw siadajcie.
No więc spotkałem pewnego młodego człowieka.

Kaśka

A już myślałam, że co najmniej miss Polonia.

Pawlicki

I cóż ten młody człowiek?

Dziadek

Nic, siedział na ławce w parku. Kiedy szedłem, zapytał mnie, która godzina ?

Pawlicka

Chyba nie chciał ukraść ci zegarka?

Dziadek

Nie. Okazało się, że przesiedział na ławce dwie godziny i nawet o tym nie wiedział.

Pawlicki

Dwie godziny bezczynności, to ci nicpoń!

Beata

Nadal nie widzę w tym nic dziwnego.

Kaśka

Chyba że siedział tam sam?

Dziadek

Sam, to znaczy nie sam. W jego oczach żarzyło się wielkie uczucie.

Pawlicka

Do ciebie?

Dziadek

Już kiedyś widziałem człowieka w takim stanie.

Agnieszka

Kiedy, kogo?

Dziadek

Twojego ojca.. Co za naród, gdy po raz pierwszy pocałował twoją matkę, zaginął bez wieści!

Pawlicki

(Zakłopotany.)
O, tato, nie przesadzaj!

Dziadek

(Siada wygodnie.)
Kazałem szukać go policji. Odnaleziono go nad ranem w parku. Siedział i gapił się nieprzytomnie przed siebie.

Kaśka

Pewnie coś wypił.

Dziadek

Nie wyszedł przez cały dzień z domu. O co by go nie pytano, odpowiadał: „Jestem szczęśliwy”.

Pawlicka

A, to dlatego przyjechałeś po południu tego dnia do nas?

Dziadek

Tak, ale ty też byłaś nieprzytomna.

Beata

Nigdy o tym nie mówiłaś?

Kaśka

Przecież była nieprzytomna.

Dziadek

Mówcie co chcecie, miłość jest wielka, prawda Agnieszka?
(Wszyscy patrzą na Agnieszkę, która siedzi oparta na fotelu.)
(Cisza.)

Pawlicka

Agnieszka?!

Dziadek

Agnieszka, co z tobą, duszyczko?

Agnieszka

(Rozmarzona.)
Jestem Szczęśliwa…
(Wszyscy patrzą na siebie.)

KONIEC ODCINKA 5

Odcinek 1Odcinek 2Odcinek 3Odcinek 4Odcinek 5

Skomentuj