Roxana, Rozdział 14

Podane przez Majora numery rejestracyjne samochodu okazały się złym śladem. Pojazd ten został skradziony przed tygodniem, a jego właściciel codziennie przychodził do komisariatu dowiadywać się, czy czasem dorobek jego całego życia się nie odnalazł. Nie obywało się przy tym bez narzekać na działanie, a raczej na brak działania policji. Widocznie złodzieje zmienili tablice rejestracyjne i teraz trzeba czekać na jakiś przypadek.
Artur poczuł się teraz jeszcze bardziej bezradny i samotny. Nie naciskał na przyspieszenie sprawy komisarz zajęty masą innych problemów. W ciągu całego tygodnia działań pozostawiono mu wolną rękę, a nawet udzielono priorytetu. Wszystko daremnie, nie potrafił dać sobie z tym rady. Utkwił w martwym punkcie.
Zaczęło mu się zdawać, że widocznie pominął jakiś niewielki szczegół, bo tak zazwyczaj bywa. Rzuca się wielkie podejrzenia, bada wyraziste ślady zapominając o niewinnych drobiazgach, które potem zebrane razem przesądzają o wyniku śledztwa. Dlatego jeszcze raz powoli starał się układać w myślach koleje wydarzeń.
Rozmyślania doprowadziły go do przygnębiającego wniosku, że nie zrobił w sprawie morderstwa Janowskiego niczego. Nawet na ślad Majora nie wpadł samodzielnie, a przez przypadek, dzięki zawszonej telewizji. Był wściekły teraz na cały świat, fala oburzenia i rozdrażnienia przeszła szybko w smutek i żal. Zobaczył nagle siebie na wielkiej pustyni otoczonego ludźmi o znajomych twarzach, lecz żaden z nich do niego się nie odezwał.

Oderwał się na chwilę znad biurka i rozejrzał dookoła. W ogromnym pokoju zobaczył kolegów i koleżanki przy swoich zajęciach. Każdy miał własne problemy do rozwiązania i wszyscy sprawiali wrażenie jakby nie istnieli dla siebie. Tylko tony papierzysk były tutaj ważne.
Poczuł w sobie potrzebę porozmawiania z kimś, wyrwania się z tego świata, w którym tkwił całym swym zaangażowaniem i energią. Musiał koniecznie zobaczyć Aśkę. Zerwał się z krzesła, chwytając za kurtkę, ale najpierw szybkim ruchem sięgnął po aparat telefoniczny. Jeżeli nie będzie jej w domu, to jest gotów zapaść się pod ziemię lub wybuchnąć jak bomba.
Sygnał telefonu trzykrotnie musiał spowodować włączenie się dzwonka w aparacie dziewczyny. Za czwartym razem Dornik tracił już nadzieję, a na czole pojawiły się krople poty, gdy podniosła słuchawkę.
-Wróciłaś już?- Nie słyszałam własnego głosu.
-Tak, kochanie- oznajmiła poważnym tonem.
-Potrzebuje cię- z ledwością przeszło mu przez gardło.
-Ja ciebie także- widać było po głosie, że Joanna przeżywała coś równie przykrego, nie miała ochoty na żarty, była smutna.
Artur odłożył słuchawkę i wypisał na kartce numer telefonu dziewczyny. Prawie biegiem dotarł do drzwi rzucając kartkę na biurko koleżanki.
-Jakby coś, to jestem pod tym numerem!
Nie wiedział, w jaki sposób znalazł się w domu ukochanej. Wsiadł w tramwaj i bez biletu dotarł na skrzyżowanie niedaleko jej mieszkania. Nie mógł przez cały czas zebrać myśli, przed oczami miał tylko smutne oblicze dziewczyny i otwarte dla niego ramiona.
Wszedł do pokoju po drodze rzucając buty i kurtkę w bezładzie. Zastał ją rozczesującą mokre jeszcze od kąpieli włosy. Na jego widok odłożyła wszystko i rzuciła mu się na szyję. Przytulił ją mocno do siebie, aż jęknęła z bólu, ale nie opierała się tej czułości, widać było, że w jego ramionach czuje się bezpiecznie. Wtuliła się cała w niego.
Stali tak przez moment i słuchali swych dusz. W końcu Artur zwolnił uścisk.
-Jesteś zmęczona, kochanie?-Gładził jej włosy.
-Troszeczkę…
Wiedział, że owo troszeczkę oznacza bardzo, ale jej twardy charakter nie pozwala okazywać słabości. Nigdy mu się nie żaliła, nie skarżyła na nic, chociaż czasami namawiał ją do tego. Była samodzielną dziewczyną i ze wszystkim radziła sobie świetnie sama.
Usiadła mu na kolanach i objął ją całą.
-Stęskniłaś się za mną, choć trochę?- Całowała jego ucho.
-Za tobą nie, za moimi Gremlinami- żartował, powoli dochodząc do siebie.
Dopiero, gdy wypowiedział te słowa, zdał sobie sprawę, że mówi jak dzieciak i może ją urazić, bo nie przejawiała ochoty do żartów, była poważna. Już chciał ją przeprosić za to, ale pierwsza się odezwała.
-One za tobą też…
Gdyby mu ktoś w tym momencie powiedział, że mordercy Janowskiego czekają przed drzwiami i chcą go zabić, nie zareagowałby. Podobnie stałoby się, gdyby cały świat walił się za oknami. Taki czuł się szczęśliwy w tej chwili. Nagle wszystko zaczynało mieć sens, w szare otoczenie wpływały jasne barwy, ale eksplodowały i swoim płomieniem paliły wszystko, gdy do jego uszu dotarło szeptem wypowiedziane przez nią zdanie.
-Weź mnie, kochaj mnie z całych sił…

Zmęczona po podróży i upojona rozkoszą nie słyszała nawet dzwoniącego telefonu. Artur podniósł słuchawkę. Nie zdążył jeszcze wszystkiego powiedzieć Aśce, o swojej miłości i uwielbieniu, ale musiał zostawić to na inną okazję. Dzwoniła sekretarka Sadowskiego, komisarz wzywał go natychmiast do siebie.
-Zaraz będę, zrozumiałem!
Szybko wzuwał zasznurowane buty i zapinał koszulę. Joanna rozbudziła się i stanęła w przedpokoju.
-Wzywają cię?
-Niestety i to pilnie, ale mogą zaczekać.
-Nie chciałabym ci zwracać uwagi, kochanie, ale mógłbyś się najpierw ogolić.
Pogładziła go po dwudniowym zaroście.
-Jezus Maria, Imperator nie będzie zadowolony, może uznać to za obrazę majestatu- roześmiał się, ale sprawę potraktował poważnie.
Wszedł do łazienki i po chwili słychać było plusk wody. Aśka przyniosła szybko do pokoju jego kurtkę. Wyciągnęła metalowe pudełeczko i igłę z nitką. Nożyczkami rozpruła cieniutką podpinkę na złączu rękawa i przedniej strony kurtki. Umieściła tam niewielki metalowy guziczek i przyszyła z powrotem podpinkę w taki sposób, że kilkakrotnie przewlekała nici przez materiał i niewielkie uszko guziczka.
Wiedział o sprawie prowadzonej przez Artura, znała jej zagrożenie i z obaw przed narażeniem go na jakieś nieprzyjemności wszyła mu w kurtkę podsłuch. Być może przyda się to przedsięwzięcie i dla dobra jej sprawy.
Ogolony i odświeżony wyszedł z łazienki. Ubrał krawat i założył kaburę z pistoletem. Podszedł do Asi i długo pocałował ją na pożegnanie.
-Powodzenia, kochanie.
-Dziękuję, a ty zrób to dla mnie i prześpij się, później musimy dokończyć naszą rozmowę- pocałował ją w czoło i wyszedł.
Joannie chciało się spać, ale nie wróciła do łóżka.

W komisariacie panowała cisza. Komisarz oddelegował pewnie większość policjantów do służb patrolowych. Artur szedł korytarzem i natknął się zaledwie na dwie osoby. Wszedł do widy i wjechał na najwyższe piętro. Na kanapie przed drzwiami gabinetu komisarza zobaczył trzy kobiety popijające kawę. Były to zapewne matki porwanych dzieci, o których wspominał mu Sojka. A więc ta sprawa też nie została jeszcze wyjaśniona.
Sekretarka skinęła na niego i otworzyła mu drzwi gabinetu komisarza.
-Czeka na pana- wyszeptała konspiracyjnie.
Wszedł do środka. Oprócz Sadowskiego znajdował się tam jeszcze jeden mężczyzna. Stał oparty plecami o fotel. Gdy odwróciła się po chwili, Artur rozpoznał jego twarz. Gdzieś już go widziałam, skądeś pamiętał, ale nie potrafił sobie natychmiast przypomnieć. Coś mu jednak mówiło, że jest to wysoki rangą urzędnik, wyższy niż komisarz.
Wyprostował się i stanął przed nimi w postawie zasadniczej.
-Inspektor Dornik melduje się na rozkaz- wydusił dawno zapomnianą formułkę.
Sadowski również stał i patrzył na gościa. Ten spojrzał na niego, dając mu znak do rozpoczęcia rozmowy.
-Przedstawiam panu, Arturze, pułkownika Potockiego, szefa Urzędu Ochrony Państwa. Od tej chwili podlega pan bezpośrednio jemu, zostaje pan przydzielony do misji, którą kieruje pułkownik osobiście.
-Dziękuję- odezwał się prezentowany oficer.
Komisarz kiwnął mu nieznacznie głową i opuścił gabinet. Pułkownik podszedł do biurka i oparł się na blacie.
-Niech pan siada, inspektorze- Dornik wykonał polecenie.- Komisarz Sadowski przedstawił pana, jako najlepszego swojego detektywa. Zapoznałem się z pańskim dossier i raportami sprawy „Janowski”. Robił pan niezłe posunięcia, jak udało się panu znaleźć Majora?

Pułkownik Potocki usiadł wygodnie w fotelu za biurkiem, jego twarz przybrała surowy wyraz, a ton wypowiedzi nie znosił żadnych pytań.
-Trzy dni temu przysłałem tu dwóch moich agentów, aby zbadali okoliczności śmierci niejakiego Wrońskiego. Ów człowiek był ekspertem w dziedzinie uzbrojenia armii, zajmował się ostatnio pracami w komisji likwidacyjnej jednostki wojsk radzieckich w Ściernicach. Zginął wraz z wiceburmistrzem tego małego miasteczka. Tylko tyle wiem.
Wziął do ręki tekturową teczkę.
-Porucznicy Wasiak i Kania zaginęli podczas pełnienia obowiązków, minął trzykrotny czas ich meldowania się, nie przekazali żadnego raportu i nie wiem, w jakim stadium było prowadzone przez nich dochodzenie- Dornik chciał w tym momencie coś powiedzieć, ale pułkownik dał mu odczuć, że nie powinien tego w ogóle robić.- Być może natrafili na jakiś ślad i zostali usunięci. Pana zadaniem będzie odszukanie ich. Zna pan teren lepiej niż moi ludzie, poza tym zna pan także sposób myślenia Wasiaka, który był pańskim przyjacielem.
Inspektor słuchał tego wszystkiego jak w transie. Przecież jeszcze przedwczoraj rozmawiał z nimi. Mieli się spotkać, ale zadzwonił telefon i pojechali do Ściernic. Nazajutrz nie miał czasu z nimi się rozmówić zajęty swoimi sprawami. Myślał teraz o sejfie i raporcie Wasiaka.
Pułkownik jakby wcale nie zauważył zmian zachodzących na twarzy Dornika. Sięgnął i podał je inspektorowi do kieszeni marynarki, wyciągnął dwie karty identyfikacyjne. Artur nie widział nigdy podobnych. Najdziwniejsze jednak było to, że wtopione w plastik dokumenty opatrzone były jego zdjęciami.
-Mam tu dwie karty identyfikacyjne dla pana. Biała jest przepustką umożliwiającą wejście na teren każdej jednostki wojskowej lub cywilnej placówki zamkniętej. A więc koszary, lotnisko, szpitale czy ambasady, wszystko. Druga karta, czerwona, pozwala panu korzystać z pomocy wszelkich placówek zmilitaryzowanych od zwykłej straży przemysłowej do dowództwa armii. Po jej okazaniu dowódcy garnizonu lub szefowi jakiegoś komisariatu w całym kraju zostanie panu udzielona pomoc w zakresie, w jakim pan zażąda. Wezwie pan patrol, przyjedzie patrol, wezwie pan dywizję, przyjedzie dywizja. Używanie jej musi pan dokumentować solidnymi podstawami, w przeciwnym wypadku grozi panu sąd wojskowy i pluton egzekucyjny. Nie wolno panu zgubić tych kart, a jeśli zajdą jakieś nieprzewidziane w skutkach warunki powinien pan rozerwać łańcuszek łączący obie. Pojedynczo tracą swoją aktualność. To wszystko, co miałem panu do powiedzenia. Proszę zabrać obie karty i wziąć się do pracy. Za trzy dni Rosjanie opuszczą koszary i wrócą do siebie. Być może tam, w Ściernicach leży klucz do rozwiązania sprawy, a więc czasu niewiele, by to sprawdzić. Żegnam, może pan wyjść.
Zakończenie rozmowy z pułkownikiem było równie zaskakujące dla Artura jak sam jej temat i ton wypowiedzi szefa UOP. Dornik notował wszystko w pamięci, ale wątpliwości zostawiał na potem. Oschłe pożegnanie lub właściwie wyproszenie go z gabinetu włączyło w nim coś w rodzaju wewnętrznego buntu przeciwko traktowaniu go jak przedmiotu.
-Dobra, komu i kiedy mam meldować?- Rzucił pytanie bezczelnie i od niechcenia.
Pułkownik zaskoczony spojrzał na młodego inspektora.
-Tylko mi i tylko po zakończeniu akcji- nie spuścił wzroku z Dornika.
-W porządku- z wyrazem pogardy na twarzy inspektor wyszedł z gabinetu.
W pierwszej chwili czuł się zaszczycony zaufaniem i wyróżnieniem, które go spotkało. Oto sam szef szefów prawi mu komplementy i daje wszelkie pełnomocnictwa. Jednak sposób wypowiedzi Potockiego dawał do zrozumienia, w krótkiej chwili Dornik poczuł się nikim, a nie zwracający na niego uwagi Potocki wydawał się być udzielnym książątkiem.
To przecież oni zwracają się do niego o pomoc, nie on do nich i to oni powinni czuć się niżej. Nie mogą sobie dać rady bez niego, czyli jest im niezbędny, ale udają i starają się tego po sobie nie okazywać.
Urzędasy, zwykłe urzędasy, pomyślał sobie inspektor i od razu zrobiło mu się lżej na duszy przychodzą za pięć dwunasta i pośpieszają go. Mole papierkowe.

A więc ma zostawić sprawę Janowskiego i odszukać Wasiaka.
Sadowski wrócił do siebie i zamknął drzwi.
-Powiedziałeś mu?- zapytał Potockiego.
-Nie wszystko, ale i tak to zrobiło na nim duże wrażenie.
-Nie wiem, czy to dobry pomysł dawać taką wielką władzę jednemu człowiekowi?- Komisarz znał tajniki sprawy.
-Nasze nowe państwo potrzebuje szybkich decyzji, szybkich zmian. To doświadczenie może się przydać. Razi mnie ten cały galimatias i sam nie wiem, czy wybraliśmy dobre czasy na eksperymentowanie i odpowiedniego człowieka, ale, do jasnej cholery, trzeba do kogoś w tym kraju mieć zaufanie!- Zdenerwował się.
-Jeśli o to chodzi, to nie musisz się obawiać. Dornik nie zrobi więcej, niż będzie tego wymagać dobro sprawy.

-Moi ludzie będą szukać niezależnie od tego, zobaczymy, kto wygra. Jeżeli on coś sknoci, mój eksperymentalny plan postawi mnie pierwszego przed plutonem.
-Rozmawiałeś z ministrem?
-A jakże. Te wszystkie porwania w waszym rejonie, napady, kradzieże i morderstwa prowadzą do jednego źródła. To są nasze przypuszczenia, ale nie udało się zrobić nic więcej. W każdym razie wszystkie raporty od was, z Katowic i Krakowa stary podrzucał na moje biurko.
-Stąd ta jego wyrozumiałość- zastanawiał się Sadowski.
-Myślał najpierw, że to wasza nieudolność, ale komisariaty dały z siebie wszystko. Dla spokoju sumienia wysłał tutaj ciebie, ale i tobie niewiele udało się wyjaśnić.
-Więc wszystko w twoich rękach teraz- podsumował rozmowę komisarz.
-Zdaje się, że w rękach twojego inspektora.
-Ale nie chodzi tu o politykę?
-Nie, prawdopodobnie Rosjanie chcą zrobić jakiś szwindel z bronią. Być może śmierć Wrońskiego nie była przypadkiem. Potwierdza to fakt zaginięcia moich ludzi.

Skomentuj