Roxana, Rozdział 16

Energicznie stukał do drzwi. Otworzyła mu starsza kobieta z wyrazem niechęci na twarzy.
-Pani Wrońska?- Upewniał się Dornik.
-Tak, pan w jakiej…
-Inspektor Dornik, wydział zabójstw- pokazał jej legitymację i wcisnął się przez próg.- Pani wybaczy brak konwenansów, ale sprawa jest nagląca.
-Proszę, niech pan siada- wprowadziła go do pokoju.
-Czy jeszcze ktoś oprócz oficerów Urzędu pytał panią o list do męża?
Zaskoczył ją tym pytaniem.
-Nie, to znaczy byli u mnie panowie z prasy i zdaje się, że się wygadałam- poczerwieniała na twarzy.
-To może drogo kosztować tych funkcjonariuszy, ale bandytów również. Kiedy ci reporterzy byli u pani?
-Na następny dzień po wizycie pana Wasiaka.
-Pamiętała pani jego nazwisko?- Zdziwił się.
-Zapisał je na kartce razem z numerem telefonu swojego biura.
-Gdzie jest ta kartka, to znaczy chciałem zapytać, czy dała pani przeczytać tę kartkę dziennikarzom?
-Tak, byli mi bardzo wdzięczni.
-Czy mogę skorzystać z telefonu?
-Proszę.
Inspektor wziął do ręki słuchawkę i zastanowił się przez chwilę. Możliwe, że Wasiaka i Kanię porwali właśnie ci ludzie podający się za dziennikarzy, a jeśli to nie oni, to musiał być to ktoś, kto wiedział o liście Wrońskiego. Nie było innej drogi informacyjnej jak wiadomość z ust wdowy. Przestępcy mogli tu się zjawić podstępem i podając się za dziennikarzy uzyskać interesujące ich informacje lub założyć podsłuch.
Wykręcił numer centrali i powiadomił skąd dzwoni.
-Przyślijcie tu natychmiast speca od portretów pamięciowych i szperaczy od podsłuchów!
Odłożył słuchawkę i spojrzał na Wrońską.
-Widzi pani, istnieje prawdopodobieństwo, że ci ludzie byli zwykłymi bandytami, którzy jeszcze tego samego dnia porwali oficerów Urzędu. Możliwe też, że pani rozmowę z Wasiakiem ktoś podsłuchał i koniecznie chciał się dowiedzieć, co było treścią drugiego listu. Za chwilę przyjadą tu specjaliści od tych spraw i prosiłbym panią o pomoc dla nich.
Patrzył jej w oczy, Wrońska nad czymś się zastanawiała.
-Od tego może zależeć życie moich kolegów- spuścił głowę.
-Dobrze, zrobię, co będę mogła.
-Przypomniało mi się, czy nie widziała pni, jakim samochodem przyjechali do pani owi dziennikarze?
-Nie znam się na markach, ale był to brązowy samochód.
-Dziękuję pani i przepraszam za najście.
Pożegnał się i wyszedł.

Podczas jazdy do komisariatu zastanawiał się nad poważną kwestią, a mianowicie skąd oprawcy znali adres Janowskiego. Ustalił już, że jego zamordowany kolega nie miał nic wspólnego z Arabami, dlatego nie rozumiał, skąd mogli mieć dokładne adresy ich obu. Wyjaśnienie było tylko jedno. Pobiegł do dyżurki i przeglądał książkę służbową. Dotarł do wieczoru, podczas którego zamordowano Janowskiego. Nocą służbę przy pulpicie miał wtedy chorąży Gonera. Odnalazł jego adres i podszedł do radiostacji.
-Dwa- pięć- pięć zgłoś się, odbiór…
-Zgłasza się dwa- pięć- pięć, odbiór- usłyszał głos Boruckiego.
-Proszę natychmiast pojechać do domu chorążego Gonery i ściągnąć go do komendy, odbiór..
-Zrozumiałem, bez odbioru…
Borucki poznał głos inspektora i jeszcze w trakcie rozmowy włączył silnik poloneza.

Artur usiadł na swoim krześle i patrzył na tablicę. Zapisane fakty dawały coraz jaśniejszy obraz sytuacji. Wiadomy już był motyw zamachu na rodzinę Janowskiego i na jego życie. Nie miał tylko pojęcia, dlaczego porywane dzieci były tak ważne, że przypadkowego świadka, a właściwie świadków porwania skazano na śmierć. Ciągle odnosił wrażenie drugoplanowości tego wydarzenia.
Przysunął krzesło do biurka, włożył do maszyny arkusz papieru i zaczął pisać. Wyjaśniał motyw zbrodni na Janowskim i przez chwilę zastanowił się nad śladem arabskim. Jeżeli oni dokonali morderstwa, to na pewno nie chodziło tylko o dzieci. Czarne Dni nie handlowały dziećmi, ale zabijały amerykańskich stronników. No właśnie.
Podszedł do tablicy i spojrzał na nią. Czytał głośno zapis po lewej i po prawej stronie. W końcu wpadł na ślad, który wydawał mu się w pierwszej chwili nonsensowny, ale po głębszym zastanowieniu przyznał sobie rację.
Mazał gąbką, wszystkie powtarzające się wyrazy pozostawiał jednak nietknięte. Wreszcie po lewej stronie pozostały mu Czarne Dni, po prawej rakiety. Tak, to się mogło trzymać kupy. Jedynym stronnikiem amerykańskich poczynań mógł być ewentualnie Wroński, chociaż nie wiadomo, co myślał na temat Zatoki Perskiej, ale był agentem CIA. Pracował przy ewakuacji radzieckich wojsk, które w Ściernicach miały rakiety.
Zainteresowanymi tymi rakietami mogliby być ludzie z Czarnych Dni, którzy dla odwrócenia uwagi publicznej nadzorują szereg porwań niemowlaków. Nie, nie tylko to, przecież od dwóch tygodni fala przestępczości wzrosła w sposób zatrważający, przy czym ilość wykrytych przez policję spraw jest znikoma. Przestępcy niszczą dorobek ludzki bez chęci wzbogacenia się. Nie kradną na przykład samochodów, ani ich nie okradają, tylko demolują. A więc to wszystko to kamuflaż.
Janowski zginął i jego chcieli zgładzić w obawie, że tego właśnie wniosku mogliby się domyślić.
Prawie godzinę zajął inspektorowi sporządzany raport. W końcu podpisał go i miał zamiar spotkać się z Sadowskim, ale wychodząc na korytarz, spostrzegł idącego Boruckiego z drugim starszym mężczyzną. Był to zapewne chorąży Gonera.
Podeszli do niego. Dornik podał zapisane kartki Boruckiemu.
-Proszę to dostarczyć na biurko Imperatora i zaraz się u mnie zameldować.- Wydał polecenie i zwrócił się do Gonery.- Pana proszę do mnie na moment.
Weszli do biura razem. Gonera od razu wziął do ręki krzesło i ustawił je koło stolika, rozparł się i prawie położył na nim. Dornika to podrażniło.
-Co jest, do cholery, zapieprzył pan sprawę i jeszcze się pan tu rozkłada jak w knajpie?!
Gonera wstał przestraszony krzykiem inspektora.
-Nie rozumiem?- Zajęknął się nieco.
-Nie rozumiesz?!- Krzyczał Dornik, ale po chwili ochłoną i kontynuował- Miał pan służbę tej nocy, gdy zamordowano inspektora Janowskiego. Po drugiej w nocy zadzwonił do pana telefon i zainteresowanemu rozmówcy podał pan adresy Janowskiego i mój.
Gonera spuścił głowę, poczuł się winny.
-No, dobra, niech pan siada i mówi jak to było?- Chorąży usiadł.
-No więc powiedział, że jakiś palant zastawił mu samochód na parkingu i nie może wyjechać. Prosił, abym sprawdził czyj to numer. Wrzuciłem numery na komputer i podałem mu adres Janowskiego. Prosił o adres, bo nie chciał budzić wszystkich lokatorów w okolicy.
-A więc w ten sposób i co dalej?
-Nic, powiedział, że jest bratem Sadowskiego, więc, rozumie pan?
-Rozumiem, komisarz ci to miał wynagrodzić. W takim razie mojego adresu dowiedzieli się z notesu telefonów Janowskiego, który leżał u niego na szafce. Wie pan, co jakbym najchętniej z panem zrobił>
-Domyślam się.
-To niech mi pan zejdzie z oczu, bo jeszcze to naprawdę zrobię.

Tuczapski szedł właśnie do biurowca, gdy stanął przed nim Johanson. Bez wahania zatrzymał go na chodniku i groźnie spojrzał mu w oczy.
-W piątek rano wyśle pan ciężarówkę na obwodnicę kolejową pod Zabrzem. Kierowca odbierze pięć beczek oleju prosto z pociągu i pojedzie do Rumuni Konwojentem tej ciężarówki będę ja, niech się pan czasem nie pomyli lub nie zapomni. Żegnam.
Johanson chciał odejść, ale Tuczapski miał jeszcze do niego pytanie.
-Czy nie można załadować tego oleju tutaj?
Widocznie zdenerwował go, bo Szwed zagryzł wargi i objął ramieniem dyrektora. Przez zęby wycedził zdanie.
-Słuchaj, idioto, chyba wystarczająco jasno ci powiedziałem. Jeżeli chcesz, to najpierw zabawimy się z twoją żoną, ale nie będziesz już miał z niej pociechy.
Tuczapski załamał się tą odpowiedzią. Nie był ułomkiem i od dawna miał ochotę stłuc po mordzie Johansona. Pewnie by to zrobił, gdyby nie magiczne słowo żona. Bał się, że Olimpii wyrządzą krzywdę, a tego nawet zza grobu nie zniósłby.
Nie pozostawało mu nic innego, jak podporządkować się poleceniom znienawidzonego Johansona. Kontakt z Janowskim, serdecznym przyjacielem, zerwany przed laty nie dawał się tak łatwo nawiązać. Janowski widocznie nie ma dla niego czasu. Cała nadzieja w tym, że sprawy w końcu załatwią się pomyślnie same.

Roxana wyciągnęła listy ze skrzynki i leżąc na łóżku otworzyła pierwszy z nich. Rezydent z Wrocławia informował ją o zmianie daty wyjazdu ostatniego transportu ze Ściernic. Azorow po pilnej depeszy od zwierzchników przesunął dzień ewakuacji z dziewiętnastego na osiemnasty sierpnia. Nie wiadomo, z jakiego powodu nastąpiła ta zmiana decyzji, w każdym razie kolej nie przyjęła tej zmiany w planach ze smutkiem. Od dawna, bowiem po wydzielonej obwodnicami trasie nie jeździło zbyt wiele składów pociągów.
Nie była ta informacja żadną nowiną dla Roxany. Jako jeden z najlepszych agentów miała stały kontakt z radziecką bazą i meldunkiem o zmianie wyjazdu wysłała widocznie nieco później od agenta kontrolującego wojskowe koszary w zastępstwie Waltera. Widocznie rezydent nadał list prędzej od jej meldunku do niego.
Jak by na to nie patrzeć decyzja dowódcy jednostki była podejrzana. Roxana zastanawiała się, co mogło spowodować nagły pośpiech i przesuwanie ewakuacji z poniedziałku na niedzielę. Mogło to mieć związek z transakcją pomiędzy Czarnymi Dniami i Azarowem. Dlatego należało wzmożyć czujność i zastanowić się poważnie nad podjęciem ostatecznego kroku.
Drugi list również pisany był szyfrem. Tym razem jednak dowódca oddziału specjalnego meldował o odwołaniu gotowości bojowej i wycofaniu się ludzi do poprzednich zajęć. Donosił także o przygotowaniu dwuosobowej jednostki zwiadowczej, która zajmie się szpiegowaniem ładunku po opuszczeniu jednostki w Ściernicach. Ludzie ci mieli za zadanie podążać w ślad za pociągiem z transportem wojska. Mieli mu towarzyszyć do Katowic.
Koordynatorem działań miała być Roxana utrzymująca kontakt z pozostałymi grupami za pomocą mocnego nadajnika, których było w sumie trzy. Ale najważniejsza była sprawa postępowania podczas próby przerzutu urządzeń przez granicę. Miał nastąpić przerzut przez granicę polski nie wiadomo, w którym kierunku. Być może kody w ogóle nie opuszczą wagonów transportu aż dopiero na Ukrainie. Chociaż stawiałoby to pod znakiem zapytania działalność zagłuszającą przestępców, którzy nie wiadomo, w jaki sposób uruchomili falę ożywienia w polskim półświatku.
A więc pojutrze miało się okazać czy działalność Agencji jest jeszcze dość skuteczna, by rządzić światowym handlem bronią i sprzętem tak dużego kalibru. Najgorsze w tym wszystkim było milczenie centrali, która ustami Knoxa nakazała jej posłuszeństwo i śledzenie ruchów przeciwnika. Nie było mowy o przejęciu lub uszkodzeniu ładunku, miała się tylko przypatrywać. Roxana jednak wbrew zakazowi po głębokim namyśle dochodziła do wniosku, że postąpi według pierwszego swojego zamysłu.
Przez dwie godziny zastanawiała się nad tym problemem i po wyjściu spod natrysku zdecydowała, że należy zabezpieczyć się na wszelki wypadek i zniszczyć urządzenia. Należało to jednak zrobić delikatnie i nie na terytorium kraju. Przebrała się z powrotem w kombinezon motocyklisty i ruszyła do swojego magazynu.

Stary budynek przy ulicy Norwida, z dala od śródmieścia spełniał od dawna rolę składnicy towarów jej kwiaciarni. Podjechał pod bramę i otworzyła ją jednym kluczem. Weszła do środka i wprowadziła tam swój motocykl. Zamknęła za sobą drewnianą bramę i przeszła przez całą długość magazynu. Zdjęła trzy skrzynki z warzywami i sadzonkami i wyciągnęła na niewielki stolik skrzynkę z ziemią. Zebrała jej warstwę i ściągnęła foliowe przykrycie. Następnie wyciągnęła ze skrzynki szeroki pojemnik przypominający kształtem sporą walizkę. Otworzyła ją, wyciągnęła kilka przyrządów i zaczęła je składać.
Pochłonięta pracą rozważała w myślach prawdopodobieństwo odkrycia jej czynu przez centralę, ale tylko uśmiechnęła się do siebie. Wtedy będzie już za późno, by cokolwiek zmienić. Prawdą jest, że na wypadek zagrożenia Izrael jest w stanie wysadzić w powietrze wszystkie pustynie arabskie i nie będzie się zastanawiał nad jakimiś rakietami irackimi, do których kody dostarczają Czarne Dni.
Nie chodziło jej o sympatię dla jednej czy drugiej strony. W gruncie rzeczy te odległe geograficznie państwa zbytnio jej nie interesowały. Dla niej była to walka ideologiczna, chodziło jak zwykle o zwycięstwo dobra nad złem. Owym złem była dla Roxany broń oraz sam sposób transakcji. Zamieszanie, jakie wprowadziły zainteresowane strony w jej ojczyźnie, było warte kary. To samo zrobiłaby, gdyby chodziło o jakiekolwiek inne państwo, które z Polski czyniłoby nielegalny rynek handlu bronią.
Roxana znowu uśmiechnęła się do siebie. Zwróciła uwagę na patos i romantyczność poprzednich rozmyślań. Śmieszny nieco wydał jej się fakt, że oto, jako agent obcego wywiadu rozczula się nas zdradzoną przez siebie ojczyzną. Kwestia zdrady od dawna męczyła ją po nocach, aż w końcu uznała, ze obecnie, jako agent zaprzyjaźnionego mocarstwa wcale nie działa na niekorzyść ojczyzny, wręcz przeciwnie, CIA jest narzędziem dysponującym jeszcze odpowiednimi środkami, które mogą pomóc chronić jej kraj.
Musi być lisem i lwem, przypomniał jej się Mickiewicz, ale nagle doszła do wniosku, że za bardzo stara sobie dopisać ideologię do własnego działania. Postanowiła poddać się sprawiedliwej ocenie historii, która być może już niedługo wyda swój werdykt.
Śmierć Waltera przeważyła szalę jej wątpliwości. Poznała prawdopodobnych jego morderców i mogła dokonać na nich zemsty, ale nie wiedziała, że może to pokrzyżować kroki stronom handlującym urządzeniami.
W poniedziałek, już po wszystkim, zajmie się nimi, wie, w jaki sposób ich odnajdzie. Oczywiście przy pomocy inspektora Dornika.
Skończyła już pracę nad przygotowaniem zapalników i detonatorów z opóźnionym działaniem, włożyła je z powrotem oddzielając od innych urządzeń czarną foliową torbą. Pozostało czekać na nadarzającą się okazję, aby przeprowadzić swój plan.

Skomentuj