Roxana, Rozdział 22

W miejscu kontaktowym Roxana odebrała kartkę od rezydenta. Znajdował się na niej jednoznaczny rozkaz: „Śledzić los skrzyń, nie wkraczać, 3.” Symbol trzy na końcu zdania oznaczał, że odebranie rozkazu należy potwierdzić w przeciągu trzech godzin od jej otrzymania, w przeciwnym razie zostanie wyłączona całkowicie z zadania.
Motocyklem udała się do oddalonego o dwadzieścia kilometrów opuszczonego domu. W jego piwnicy znajdowała się silna radiostacja używana przez nią w wyjątkowych sytuacjach. Do tej pory korzystała z niej trzykrotnie. Uruchomiła ją beż żadnych niespodzianek i na wyznaczonej częstotliwości cztery razy nadała swój zaszyfrowany kod. Zajęło jej to kilka minut.
Po południu zajęła się śledzeniem Artura. Miała nadzieję dowiedzieć się czegoś ciekawego, ale spotkanie z komisarzem Katowic było dla niej nudne. Bez wiary udałą się potem za czerwonym polonezem do domu Tuczapskiego i była świadkiem napadu na nich. W pewnym momencie chciała ratować swego ukochanego, ale wkroczenie w akcję mogło ją zdekonspirować.
Płakała słuchając odgłosów męki skazanych na uduszenie ofiar. Odważyła się im pomóc dopiero po odjeździe kidnaperów. Później przysłuchiwała się rozmowie Artura z Tuczapskim i nie zawiodła się. Podsłuch umieszczony w jego kurtce przydał się i dla jej dobra, i dla dobra jej sprawy. Wiedziała teraz dokładnie jak postąpi.

Korzystając z nocy obserwowała załadowany pociąg ewakuacyjny. Interesował ją wagon z żywnością. Przyglądała się przez lornetkę całemu transportowi i próbowała ustalić, który z nich spełnia rolę magazynu zaopatrzenia. Wreszcie zauważyła metalowe drzwi wagonu, przed którymi stał wartownik. Był to wagon chłodniczy o podwójnych ścianach, na dachu kręciły się wentylatory.
Cały pociąg stał na bocznym torze kolejowym i był skąpo oświetlony. Dziewczyna odczekała godzinę, aby ustalić regularność zmian warty. Żołnierze w letnich mundurach stali rzadko ustawieni. Odległość pomiędzy nimi oceniła na jakieś trzydzieści metrów. Zaczęła się rozglądać i szukać możliwości bezpiecznego przedostania się na dach pociągu.
Wypatrzyła drzewo, które rosło niedaleko toru kolejowego i bezszelestnie wdrapała się na nie. Znalazła się pięć metrów od linii torów. Wydobyła z torby linę, na której końcu zamocowana była niewielka kotwica i rozkręciła ją jak procę. W pewnym momencie puściła linę i ciężar kotwicy pociągnął ją w stronę dachu jednego z wagonów. Naprężyła ją i drugi koniec mocno przywiązała do drzewa. Odgłosu uderzania kotwicy o drewniany dach nikt nie słyszał.
Zsunęła się po linie na dach wagonu i zaczęła się po nim czołgać. Z odległości kilkunastu metrów dochodziły do niej odgłosy śpiewów i pijatyki żołnierskiej. Część żołnierzy zajmowało miejsce w wagonach i ucztowało. Raz po raz nawoływali swoich kolegów z warty, aby podeszli i napili się z nimi. Wartownicy ulegali ich zaproszeniom.
Roxany nie było widać z dołu. Mimo rozkazu trzymania warty w odległości umożliwiającej ogląd dachów, żołnierze nie przejmowali się tym obszarem. Było jej to oczywiście na rękę. Czołgała się wytrwale, w końcu dotarła do interesującego ją wagonu. Długą chwilę leżała i przysłuchiwała się odgłosom dochodzącym z dołu.
Rozwinęła drugą linkę i jeden koniec przymocowała do wentylatora. Podczołgała się do krawędzi dachu. Wartownik stał tyłem do niej. Drzwi były rozsunięte i nie zastanawiała się długo nad podjęciem decyzji. Spuściła się po lince do wnętrza wagonu. Latarka w kształcie długopisu rzucała słupek światła na przedmioty znajdujące się w środku.
Po lewej stronie od drzwi, w samym roku wagonu znajdowały się metalowe beczki z oryginalnym napisem „Olej sojowy jadalny” i nazwę polskiej firmy. Podeszła do nich i odkryła przykrywające je worki foliowe. Było pięć beczek. Położyła się na podłodze i przyciągnęła do siebie wełnianą torbę. Wydobyła śrubokręt z wymiennymi końcówkami i w uchwyt zamocowała niewielkie wiertło. Wbiła je w dolną część beczki i zaczęła rozwiercać otwór.
Wiertełko początkowo ślizgało się po blasze, ale wreszcie chwyciło metal i poczęło się weń zagłębiać. Trwało to kilka minut i Roxana poczuła, że dostała się do wewnątrz. O dziwo z beczki i niewielkiego otworu nie wyciekła ani jedna kropla oleju. Tego się właśnie spodziewała. A więc nie w żadnych skrzyniach, tylko w beczkach Rosjanie chcą przemycić maszynę szyfrującą. Wskazówka Tuczapskiego była właściwa.
Wyciągnęła z torby cienkie pręty. Połączyła jeden drucikiem i wsunęła przez wywiercony otwór do środka beczki. Do tego samego drucika przymocowała jeszcze jeden taki pręt i również go wsadziła do środka. Potem końcówkę drucika przymocowała do niewielkiego zapalnika w kształcie bateryjki i wsunęła do wewnątrz. To samo uczyniła z pozostałymi beczkami.
Do piątej beczki zastosowała szersze wiertło i po ułożeniu prętów wepchała tam elektroniczny detonator czasowy. Nastawiła go na czterdzieści osiem godzin. Po upływie tego czasu detonator miał zainicjować wybuch we wszystkich beczkach.
Lutownica na baterie stopiła potrzebne do załatania dziur w beczkach ilości cyny i po godzinie pracy Roxana wykonała swój plan. Pozostało tylko wydostać się z powrotem do świata i czekać na efekty akcji. Wyjrzała na zewnątrz, strażnik siedział na skrzynce od owoców z dala od wagonu i wcale się nie przejmował swoją rolą.

Skomentuj