Roxana, Rozdział 23

Grubo po północy Dornik siedział w pokoju dyżurnym i przyglądał się efektom pracy policji. Zarządzona przez niego akcja trwała już kilka godzin i jej wyniki zaznaczone były na świetlanej mapie miasta. Po kolejnych telefonach zapalały się nowe lampki. Policja i żołnierze dokonywali w różnych dzielnicach aresztowań przestępców, którzy korzystali z osłony nocy i dokonywali napadów, gwałtów i demolowali stojące na parkingu samochody.
Gdyby ktoś tej nocy spojrzał na Wrocław, odkryłby wzrost liczby kloszardów i różnych typów porozkładanych na ławkach w parku, śpiących w pobliżu banków i większych sklepów w najruchliwszych punktach miasta. Wszyscy ci zamaskowani w różny sposób ludzie gotowi byli nagle powstać i ruszyć na interwencję. Pod przebraniem nędzarzy i drobnych pijaczków kryli się policjanci i żołnierze.
Oficer dyżurny wciąż wydawał polecenia patrolom i koordynował przy pomocy komputera akcje. Artur pojechał do Joanny, żeby się przespać, bo rana i zmęczenie dawało znać o sobie. Nie zastał jednak jej w domu i cała ochota na odpoczynek ulotniła się. Dziewczyna zostawiła mu kartkę, że musiała pojechać do Krakowa.
Wrócił do komisariatu bez przekonania. Oficer dyżurny powiadomił, iż komisarz wzywa go do siebie. Otworzył drzwi do gabinetu Sadowskiego i ku swemu zdziwieniu zastał tam też pułkownika Potockiego. Nawet się nie zameldował, tylko podszedł do stolika i usiadł w fotelu.
-Słucham, pan mnie wzywał?- Zaczął bez przekonania.
-Właściwie nie ja, ale pułkownik- wskazał na drugiego.
-Pańska misja została zakończona, proszę oddać karty identyfikacyjne- rozkazał Potocki.
Inspektor wyciągnął obie plakietki i podał pułkownikowi.
-Oczekuję od pana szczegółowego raportu na temat użycia tych kart, a na razie dziękuję panu, może pan wyjść.
Ten człowiek po raz drugi wyprowadził z równowagi Dornika swoją nonszalancją. Żadnych tłumaczeń lub wyjaśnień, ot, możesz sobie iść chłopaczku i tak zrobilibyśmy to lepiej bez ciebie. Inspektor był jednak daleki od wybuchu gniewu, ostatnimi czasy nauczył się wielu rzeczy.
-A co będzie z zabójstwem Janowskiego?- Głos miał cichy.
-Zostawia pan to wszystko, komisarz da panu nowe zadania, jeszcze coś?
-Niczego nie chce mi pan wyjaśnić?- Wzbierała się w nim fala złości.
Komisarz widocznie wyczuł to, bo zwrócił się do Potockiego.
-Powiedz mu prawdę- zażądał stanowczo.
-Dobrze- spojrzał na komisarza pułkownik.- A więc sprawa jest prosta. Otrzymaliśmy informację, że tą sprawą jest zainteresowany amerykański wywiad. Z tego powodu wycofujemy się z działania, zostawiamy to im.
-Zaraz, co mnie obchodzi jakiś wywiad, ja chcę morderców Janowskiego!- Wykrzyknął inspektor.
-Spokojnie, niech się pan nie denerwuje. Miał pan odnaleźć naszych ludzi i zrobił pan swoje, a nawet więcej. Prosili nas, żeby zostawić Arabów w spokoju, chcą znać drogę przemytu z Polski na Bliski Wschód. Likwidacja ich może spowodować przerwanie łańcucha i zaniechanie przez nich działań…
-A co mnie to wszystko obchodzi? Ja chcę mordercy Janowskiego. Jeżeli jest nim jakiś zafajdany terrorysta, to tym gorzej dla niego!
-Ze względów politycznych…
-Gówno mnie też obchodzą względy polityczne wstał- prawo do polityki się nie miesza, więc polityka do prawa niech zachowa podobny stosunek!
-Nie będę z panem dyskutował- Potocki zniżył ton, przestraszył się prawdy wynikającej ze słów młodego policjanta.- Jedno mogę powiedzieć, że Amerykanie nie żartują. Wprowadzili do akcji swojego najlepszego człowieka.
-Gdzie jest ten człowiek?- Zainteresował się inspektor.
-To tajny agent o pseudonimie Roxana i…
-Kobieta?- Nie wierzył własnym uszom.
-To nie jest powiedziane, ale…
-Wypchaj się człowieku ze swoimi argumentami- Artur wstał i ruszył do drzwi- i wracaj do siebie, urzędasie, nam tu takich nie potrzeba!
Trzasnął drzwiami i wyszedł. Ochłonął w windzie i uzmysłowił sobie całą sytuację. Wspomniał minę komisarza i jego milczenie, on chyba też się z Potockim nie zgadzał w tej sprawie. Dornik roześmiał się na cały głos.
Nie chciał już siedzieć na komisariacie, musiał koniecznie uciec od tych ludzi. Bał się, aby nie zabrali mu samochodu, bez którego jego planowany wyjazd do Zabrza nie wyszedłby. Na parkingu przed komisariatem zobaczył Boruckiego siedzącego w polonezie. Szybko wsiadł na fotel obok kierowcy i uśmiechnął się do sierżanta.
-Właśnie dzwonili do mnie, żebym odstawił wóz i nigdzie z panem nie jechał- popatrzył na niego.
-I co pan na to?- Inspektor spojrzał mu prosto w oczy.
Borucki przekręcił kluczyki w stacyjce i ruszył z miejsca.
-Wie pan, ja się ich wcale nie boję, im się tylko wydaje.
Roześmiali się obaj.
-Dokąd jedziemy?- Borucki nie wiedział, w którą stronę skręcić na skrzyżowaniu.
-Obojętnie, byle niedaleko, rano jedziemy do Zabrza.
Jechali może dziesięć minut, gdy Dornik wskazał miejsce do parkowania. Zatrzymali się w jakimś zaułku przy głównej drodze do centrum. Parking nie był oświetlony i byli niewidoczni. Przez cały czas nie wywoływano ich przez radiostację, nie odwołano z akcji, komisarz zachowywał się jednoznacznie, był po stronie Dornika.

Naprzeciwko znajdował się dom towarowy, obok parkingu mały park. Artur wyszedł z samochodu.
-Idę na patrol, nie mogę wysiedzieć, po prostu szlag mnie trafia! Gdybym pana potrzebował, zawołam.
Udał się w kierunku parku. Zaciemniona ławka stała pusta pod drzewem, za nią rozciągały się krzaki. Dornik podszedł do nich, postawił kołnierz kurtki i zapominając o bólu w nodze upadł na zarośla i stał się niewidoczny dla otoczenia.
Leżał już pół godziny, drzemał z wyczerpania. Obudziła go gorączka, a do uszu dotarły dźwięki rozmowy. Pod lampą na chodniku zauważył czworo nastolatków wracających pewnie z jakiejś imprezy. Zachowywali się głośno, byli podpici. Krzyczeli coś do siebie. Jeden z chłopców trzymał za rękę dziewczynę. Chwiała się na nogach, koledzy pokazywali jej park, ale nie chciała iść.
W ruchach tej dziewczyny była jakaś lekkość i mimo wszystko urok. Przypominała Arturowi znaną mu postać. Towarzystwo trzech chłopców i dziewczyny zbliżało się do parku. Dornikowi zachciało się spać, lecz od świadomości przywrócił go głos dziewczyny.
-Nie, Paweł, ja nie chcę!- Tłumaczyła chłopakowi, który ją trzymał za rękę.
Pozostali ciągnęli ją już w stronę parku. Dziewczyna broniła się, ale nie miała żadnych szans. Obezwładnili ją i położyli na ławce przed oczami inspektora.
-Przecież mówiłeś, że mnie kochasz, Paweł?- Płakała rozbierana dziewczyna.
Jeden z nich zakrywał dziewczynie usta, dwaj pozostali zdejmowali z niej ubranie. Właśnie zdjął jej majtki i zaśmiał się. Była zupełnie naga.
-Przecież mnie kochasz?- Udało się jej powiedzieć.
-Oni też cię kochają- zaśmiał się.
Chłopcy widocznie mieli wewnętrzne opory przed gwałtem, bo jeden zapytał pozostałych.
-No, to kto pierwszy?- Byli mocno pijani.
-Ja!- Z krzaków za ławką doleciał głos Artura.
-Czego tu pijaku?!- Czuli się mocni razem.
Odpowiedzi Artur udzielił im nagłej i niezrozumiałej. Skoczył do najwyższego z trójki i ciosem z góry uderzył go w głowę, starał się nie przesadzić. Potem przeskoczył ławkę i chwytając niższych za karki, rąbnął ich głowami o siebie. Po chwili wszyscy trzej zbierali się z ziemi, a dziewczyna nadal leżała na ławce.
-Usiądź- Artur podał jej kurtkę, którą się przykryła.- Poczekaj chwilę, jeszcze z nimi nie skończyłem.
Chłopcy podnieśli się na równe nogi i jeden chciał uciec, ale długie ramię inspektora chwyciło go za włosy. Spojrzeli na Dornika i zauważyli kaburę z pistoletem. Oniemieli.
-Jak to powiedział Stallone w swoim filmie? „Wy jesteście chorobą, a ja jestem lekarstwem.” No to jazda, rozbierać się!
-Zboczeniec!- Wrzasnął jeden, ale zaraz tego pożałował uderzony otwartą ręką w twarz.
Zdejmowali swoje ubrania bez pośpiechu i w oczekiwaniu, aż coś się zmieni. Inspektor był niewzruszony.
-Sama tego chciała, szmata, najpierw się wymaluje i tuli do każdego, a potem udaje!- Zdenerwował się jeden.
-Zamknij się! Pryskać stąd i żebym was więcej nie spotkał!
Nie trzeba było im dwa razy powtarzać, Dornik zrobił dwa kroki do przodu i z obawy przed następnymi ciosami uciekli.
Usiadł na ławce przy nagiej jeszcze dziewczynie, która płakała. Czuć było od niej alkohol.
-Ile masz lat?- Spytał.
-Siedemnaście- płakała.
-Jak masz na imię?
-Margo, tak na mnie mówią.
-Po co pijesz, Margo?
-Tylko kieliszek wina…
-Ubierz się, masz tu kupę rzeczy do wyboru.
Dziewczyna szybko ubrała się i uspokoiła. Dornik wziął ją za rękę i wyszli razem z parku. Sięgała mu do łokci.
-Co ze mną zrobisz?
-Zawiozę cię do domu, nie martw się.
Borucki zawiózł ich pod wskazany przez dziewczynę adres. Wysiedli z poloneza i Dornik odprowadził ją do klatki schodowej.
-Tu już będziesz bezpieczna, pilnuj się, dobranoc.
-Nie odchodź- szepnęła stojąc na schodach przy wejściu na klatkę schodową.
Inspektor zdziwił się.
-Jak masz na imię?- Roześmiała się pokazując zęby.
-Artur- odpowiedział jej z uśmiechem.
-Mogę cię pocałować?
-Możesz.
Dziewczyna wspięła się na palce i pocałowała go w policzek.
-Marzyłam o takim jak ty, ale nie mam szczęścia- zawstydziła się.
-Niestety, mam dziewczynę.
-Kochasz ją?
Dornik kiwnął głową przytakująco i dziewczyna pobiegła do domu. Inspektor wrócił do samochodu.
-Dziwka?- Zapytał Borucki.
-Nie, jeszcze jedna, której nikt nigdy nie kochał.
Dźwięk krótkofalówki przerwał ich rozmowę. Centrala wzywała wszystkie wozy policyjne do blokady na Świdnickiej. Udali się tam. Zobaczyli przed sobą ustawionego w poprzek drogi policyjnego fiata z zapalonymi światłami na dachu, ale był za krótki, aby zastawić dobą całą jezdnię. Borucki ulokował poloneza na drugim paśmie. Obaj wyszli z samochodu i stanęli obok mundurowych.
-No, już myślałem, że się nam wymknie- ucieszył się posterunkowy.
-Kogo ścigają?- Zainteresował się Borucki.
-Jakiegoś motocyklistę, chcieli go wylegitymować na granicy, ale uciekł, słuchaliśmy ich meldunku do centrali- posterunkowy patrzył na ulicę przez lornetkę.
-Niech pan da popatrzeć- poprosił Borucki.
Po chwili zobaczył pędzący motocykl a za nim samochód drogówki.
-To dziewczyna!- Krzyknął.
Dornika coś tknęło, wyrwał z ręki sierżanta lornetkę i przyłożył ją sobie do oczu. Patrzył chwilę na wydobywające się spod kasku długie włosy rozwiewane przez wiatr. Biały kask i jasne włosy. Mózg pracował szybko i nakazywał mu działanie. Uniesiony instynktem szybko wsiadł na kierownicę poloneza i zjechał z jezdni. Następnie wyszedł i stanął na krawężniku.
Motocyklista przemknął obok nich, wóz patrolowy jadący za nią wyhamował. Wyszli z niego policjanci i krzyczeli do pozostałych, którzy osłupiałym wzrokiem patrzyli na Dornika.
-Co jest, panie inspektorze?- Niczego nie rozumiał Borucki.
-Ma być cisza w mieście, pościg odwołany- tylko tyle mógł z siebie wydobyć.
Stał jeszcze chwilę przy drzwiach poloneza i wszystko zlewało mu się w jedną nierzeczywistą masę, myśli kotłowały się. Przypomniał sobie upuszczoną szklankę Joanny podczas komunikatu o śmierci Wrońskiego. Kobieta w kombinezonie motocyklisty, którą minął w drzwiach baru doznając dziwnego uczucia znajomości. W oczach stał mu widok bieli kasku napotkanej oczami w okienku piwnicy Tuczapskiego. Chwycił się za bark, poczuł w jednym miejscu ból. Pamiętał ciągły ucisk w tym miejscu, gdy kołysał się na brzuchu i ciężar często spadał na bark. Sięgnął pod kurtkę i palcami wymacał mały twardy przedmiot wszyty na złączu rękawa.
Wszystko zrozumiał.

Skomentuj