Roxana, Rozdział 24

Wstąpili do komisariatu po zapasową amunicję. Otworzył sejf i wyciągnął paczkę, spojrzał na nią i schował do kieszeni kurtki. Wyciągnął szmatkę i usiadłszy przy biurku rozłożył na części broń. Czyścił ją może piętnaście minut. Przez cały czas rozmyślał o ostatniej rozmowie z Potockim i Sadowskim. Polubił komisarza ostatnimi czasy i czuł w nim oddanego sprawie człowieka. Wiedział też, że Imperator śledzi każdy jego krok i że w swoim gabinecie czuwa nas powodzeniem działań policji.
Załadował i zabezpieczył pistolet, włożył go do kabury i wyszedł. Na tablicy świetlnej miasta w dyżurce paliło się około pięćdziesięciu kolorowych żarówek. Akcja zbierała swoje żniwo. Ile w tym było jednak zatrzymań pijaków i interwencji w domach obywateli, a ilu przyłapanych na gorącym uczynku ludzi opłacanych przez Tuczapskiego, mieli się dowiedzieć dopiero po wstępnych przesłuchaniach.
Podszedł do pulpitu z telefonami i przez chwilę się nad czymś zastanawiał. W końcu podniósł słuchawkę telefonu wewnętrznego i połączył się z biurem komisarza. Sekretarki nie było, Sadowski odebrał telefon osobiście.
-Inspektor Dornik, melduję się!- Zawahał się.- Panie komisarzu, chciałem powiedzieć, że jadę do Zabrza.
-Po co?- Usłyszał w odpowiedzi.
-Zakończyć wojnę, panie komisarzu, której nie zaczynałem.
Nastąpiła chwila ciszy, widocznie Sadowski zastanawiał się nad odpowiedzią. Artur spodziewał się najgorszego.
-Powodzenia-krótko zakończył komisarz i odłożył słuchawkę.

Świtało już i pojawiły się zwiastuny kolejnego bezdeszczowego dnia sierpniowego. Zapowiadała się piękna niedziela. Roxana wjechała motocyklem pomiędzy ruiny starego budynku. Widziała stąd dobrze obwodnicę, na której zatrzyma się transport ewakuacyjny.
Niewielkim śrubokrętem odkręciła osłonę baku paliwowego. Wkręty były umieszczone pod czerwonym napisem firmy, w której motocykl wyprodukowano. Odkręciła nakrętkę paliwową i zdjęła prawą część osłony. Zamiast dziury i paliwa w baku znajdowała się przegródka, a w niej mała radiostacja.
Spod siodła wyciągnęła krótki niklowany pręt, który był złożoną anteną teleskopową. Wkręciła go do radiostacji i podłączyła jeszcze małe słuchawki z mikrofonem. Zdjęła biały kask i założyła je na uszy. Obserwowała obwodnicę przez lornetkę. Wreszcie zaczęła mówić. Para jej agentów była gotowa do akcji i zmieni grupę pilotującą transport z Wrocławia. Powiadomiła ich, że wyda rozkaz, kiedy mają zaczynać.

Nieco bliżej zamkniętego terenu stał czerwony polonez. Pobladły i przemęczony Dornik poprosił Boruckiego, aby trzymał wartę, a sam chciał się, chociaż godzinę przespać. Nie mógł jednak zasnąć, temperatura otoczenia rosła i napięcie nie dawało mu zasnąć. Włączył się sygnał elektronicznego budzika, ale inspektor natychmiast go wyłączył.
Borucki widział, że jego zwierzchnik męczy się i próbował załagodzić atmosferę napięcia muzyką. Włożył do odtwarzacza kasetę i wkrótce Dornik rozpoznał „So far away” zespołu należącego już do klasyki muzyki pop.
-Lubi pan Knopflera?- Zapytał Boruckiego nie otwierając oczu.
-Tak- sierżant miał przed sobą reklamówkę.- Ma pan ochotę na bułkę z kiełbasą?
To pytanie ściągnęło inspektora z obłoku marzeń. Poczuł, że rzeczywiście jest bardzo głodny i powinien coś zjeść.
-Dziękuję bardzo- poczęstował się kanapką.- A wie pan, że kula w pełny żołądek to śmierć?
-Tak, dlatego zjedzmy po raz ostatni przed śmiercią.
Roześmiali się i łapczywie zjedli śniadanie.
Pół godziny później na bocznicę powoli wjeżdżał transport ewakuacyjny. Pojawił się z kilkunastometrowym wyprzedzeniem, ale mimo to semafor wskazywał mu wolną drogę. Ten postój nie był planowany, wiedział o nim jedynie Azarow i jego pomocnicy.
-To oni- stwierdził Borucki.
-A więc są.- Patrzył przez lornetkę.
Pociąg stanął. Drzwi piątego od końca wagonu rozsunęły się i wyskoczyło na nasyp kilku żołnierzy. Pojawiła się ciężarówka z firmowym napisem PEKAESU i cofnęła tyłem do drzwi wagonu. Ciężarowe volvo nie mogło podjechać do samego wagonu, na przeszkodzie stanęły tory i nasyp. Kierowca z pomocnikiem otworzyli przyczepę i żołnierze powoli wkładali tam przemalowane na czarno skrzynie. Było ich pięć i nie sprawiły ludziom żadnego kłopotu podczas załadunku. Zamknięto przyczepę i samochód ruszył gramoląc się po wybojach. Koła pociągu również nabierały prędkości.
W tym samym czasie, gdy policjanci obserwowali przeładunek skrzyń, z drugiej strony pociągu otwarto drzwi wagonu zaopatrzeniowego i z kilku desek utworzono pomost łączący ów wagon z wagonem pociągu stojącego na równorzędnym torze. Przeniesiono tam pięć metalowych beczek z olejem jadalnym i nikt tego nie mógł zauważyć
Po odjeździe pociągu Borucki włączył silnik poloneza. Ciężarówka niknęła za horyzontem, ale Dornik nie dawał rozkazu wyjazdu.
-Coś mi tu śmierdzi- skonstatował. Miał w pamięci informację Tuczapskiego o beczkach nie o skrzyniach.
Nadal obserwował oddalającą się ciężarówkę i w lornetce ujrzał zielonego citroena, który ruszył z pobocza za ładunkiem. Inspektor widział dwóch ludzi o czarnych włosach siedzących w tym samochodzie.
-Za nimi!- Prawie krzyknął, zapomniał o rakietach, chciał krwi morderców Janowskiego.

Roxana nadała rozkaz swoim ludziom udania się za czerwonym polonezem i czekała. Piętnaście minut później na obwodnicę wjechała ciężarówka z napisem „ORION” na plandece. Podjechała tyłem do stojącego składu wagonów naprowadzana na cel przez wysokiego blondyna, który wyskoczył z szoferki. Widziała go zeszłej nocy w Ściernicach.
Razem z kierowcą przenieśli beczki przesuwając je po deskach do ciężarówki i odjechali. Roxana stałą w miejscu przez chwilę i zastanawiała się nad swoim ruchem w tej grze. Otrzymała rozkaz śledzenia skrzyń i wykona go. Druga ciężarówka pojedzie zapewne przez Słowację do Rumunii, a tam już nie wiadomo, w jaki sposób urządzenia wydostaną się poza Europę. Ale to nie jej sprawa. Swoją misję uznała za skończoną.

Skomentuj